Dwa oblicza deflacji: może i przyspieszać, i ograniczać rozwój gospodarki

Już pojawiły się jednak opinie ekonomistów, że nie ma szans na poziom inflacji 1,7 proc., oraz że nie sprawdzą się też prognozy z tegorocznej ustawy budżetowej, w której Ministerstwo Finansów zakładało, że inflacja wyniesie 1,2 procent.

Rządy zdecydowanie wolą inflację

W Polsce ciągle jest bowiem deflacja, i to już od 17 miesięcy. A czy inflacja jest bardziej korzystna dla rządu?

– Inflacja jest zdecydowanie bardziej po myśli rządu i Ministerstwa Finansów. Ponieważ od wzrostu cen zależą wpływy podatkowe. Im szybciej rosną ceny, tym szybciej rosną wpływy podatkowe, bo podatek jest naliczany od tzw. cen nominalnych, czyli od tego jaką cenę widzimy na półce. A im wyższa inflacja, to tym cena szybciej rośnie, i rosną dochody budżetowe. Natomiast obecny rząd zdecydował się przyjąć takie założenia, jakie sformułował już przy prognozowaniu budżetu rząd PO, jeszcze przed wyborami, czyli zachowano tę dosyć optymistyczną prognozę inflacji – wyjaśnia gość Jedynki Adam Czerniak, ekonomista Polityki Insight i SGH.

I dodaje, że prawdopodobnie inflacja będzie w przyszłym roku niższa od tej prognozowanej, ale nie będzie miało to aż tak istotnego wpływu, jak miało to jeszcze miejsce w przypadku poprzedniego rządu, który musiał się trzymać tej niezmodyfikowanej reguły stabilizującej.

– Czyli dla poprzedniego rządu optymistyczna prognoza inflacji była ważna, ponieważ pozwalała na zwiększenie wydatków publicznych zapisanych w przyszłorocznym budżecie, a w tej chwili, po zmianie reguły wydatkowej, po jej rozluźnieniu przez PiS – już nie tej potrzeby, aby tę inflację tak optymistycznie prognozować. I nie ma ona już istotnego znaczenia przy formułowaniu przyszłorocznego budżetu. Ale oczywiście sam wskaźnik inflacji będzie miał znaczenie dla dochodów i dla realizacji deficytu – podkreśla gość Jedynki.

Budżet państwa traci na deflacji

Ponieważ ceny spadają, dochody z podatku VAT są mniejsze, czyli traci budżet państwa.

– Mniej jest z podatku VAT i z wielu innych podatków. Bo podatki są zawsze jakimś procentem – od obrotu, od dochodu. A mniejsza produkcja to mniejszy zysk, i niższy podatek. Dla budżetu jest korzystne, gdy inflacja jest wyższa od założonej - tłumaczy dr Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

I podkreśla, że np. w tym roku dochody z podatków są o ponad 3 mld zł mniejsze od zakładanych. – Wynika to z wielu powodów, ale w dużym stopniu z oszustw podatkowych, z tzw. zjawiska słupów, całych łańcuchów oszustw i wyłudzeń. I z tym właśnie zjawiskiem rząd zamierza skutecznie walczyć – przypomina gość Polskiego Radia 24.

Deflacja też może rozruszać gospodarkę

Od 17 miesięcy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w ujęciu rocznym spada. A poniżej celu inflacyjnego ustanowionego przez NBP (2,5 proc.) pozostaje od grudnia 2012 roku, czy to powód do obaw o rozwój polskiej gospodarki?

– Deflacja na razie nie rodzi powodów do zmartwień. Głównie wynika ona z dwóch czynników. Po pierwsze z bardzo silnych spadków cen paliw. Mamy z tym do czynienia na całym świecie, to efekt taniejących surowców. Ropa naftowa jest w tej chwili najtańsza od 2009 roku, i bije kolejne rekordy. Dodatkowo mieliśmy do czynienia ze spadkami cen żywności, po kryzysie rosyjskim, po nałożeniu embarga. Były też dobre zbiory i w związku z czym zapasy produktów rolno-spożywczych są bardzo wysokie. I dlatego nie ma presji na wzrost cen żywności, a w miesiącach letnich te ceny nawet spadały – zwraca uwagę Adam Czerniak.

Dlatego inflacja jest bardzo niska, a jeżeli chodzi o ceny właśnie tych dóbr, to mamy deflację na cenach paliw, i mamy bardzo niską inflację bazową. I tutaj też nie widać presji po stronie popytowej. Polski wzrost gospodarczy jest jeszcze na tyle niski, że nie generuje presji, żeby np. ceny usług telekomunikacyjnych, hotelarskich czy gastronomicznych rosły.

– To się będzie stopniowo zmieniać w przyszłym roku, na razie natomiast się to nie zmienia. Obecny poziom inflacji jest więc akceptowalny, mamy deflację i powoli z niej wychodzimy, prawdopodobnie w przyszłym roku jej nie będzie, ale nie stanowi to zagrożenia. Co więcej pomaga nam wychodzić ze spowolnienia, bo przy spadających cenach mamy więcej pieniędzy w kieszeniach. Możemy kupować więcej towarów, rośnie konsumpcja i to nam pomaga – ocenia gość Jedynki.

Konsument i popyt krajowy najważniejszy

Dla rządu, dla ministra finansów lepszą wiadomością jest więc inflacja niż deflacja, ale dla konsumentów odwrotnie.

– Z tytułu inflacji rządy otrzymują większe wpływy podatkowe, natomiast szkodzi ona tym zasobom, które są w dyspozycji obywateli. Na inflacji tracimy, stąd deflacja, której się tak obawiano, okazała się korzystna nie tylko dla obywateli, ale jak widać także gospodarka wcale na tym aż tak nie ucierpiała, jak to niektórzy eksperci, ekonomiści przewidywali. I także rozwój jest nie gorszy, a w dużej mierze obywatele mogą korzystać ze swojej większej siły nabywczej, i to oni są siłą popytu krajowego – komentuje Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Ponieważ deflacja oznacza dla gospodarstw domowych wyższe realne wynagrodzenia (wzrost o ok. 4,5 proc.), co przekłada się na ponad 3-proc. dynamikę spożycia indywidualnego, na popyt krajowy, a to też jeden z ważnych elementów wzrostu gospodarczego.

– To jest nawet najważniejsze. Bo to, jak szybko rośnie popyt w kraju, jest głównym czynnikiem napędowym gospodarki. Popyt zagraniczny jest tylko takim elementem dodatkowym, który czasami potrafi wesprzeć koniunkturę, natomiast na pewno nie jest tak, że można liczyć tylko na popyt zagraniczny – dodaje Adam Czerniak.

Pierwszy sygnał, że deflacja zaczyna szkodzić gospodarce…

Ważne jest natomiast, kiedy deflacja zaczyna być szkodliwa dla gospodarki. Są takie dwa główne sygnały, że deflacja jest już niebezpieczna, i że możemy mieć do czynienia z jakimiś problemami gospodarczymi związanymi ze spadkiem cen.

– Pierwsza sytuacja jest wtedy, gdy ceny towarów konsumpcyjnych, czyli te które płacimy w sklepie, spadają, a równocześnie ceny surowców i ceny jakie muszą płacić producenci tych towarów – wcale nie spadają. Wtedy pojawia się problem, ponieważ zyski producentów maleją, firmy muszą ciąć zatrudnienie, i mają poważne kłopoty z tym, żeby prowadzić działalność gospodarczą. Ale takiej sytuacji w tej chwili nie mamy – wylicza Adam Czerniak.

Ceny dla producentów spadają bowiem szybciej niż ceny konsumpcyjne, czyli nie trzeba zwalniać ludzi, nie trzeba obniżać wynagrodzeń, i zyski są pod kontrola, są dodatnie i można dalej funkcjonować.

… i drugi sygnał o niebezpiecznej deflacji

Natomiast druga sytuacja, jeszcze gorsza z punktu widzenia gospodarki jest wtedy, gdy ludzie zaczynają oczekiwać, że deflacja się utrzyma, a co więcej – że będzie się pogłębiać.

– Bo wtedy konsumenci myślą sobie, że jeżeli ceny będą jeszcze nadal spadać, to np. telewizor będzie można kupić jeszcze taniej. I dlatego nie trzeba kupować go dzisiaj. A to negatywnie wpływa na popyt krajowy. Mamy tu więc odwrócenie sytuacji, gdy inflacja nie wspiera popytu krajowego, a go osłabia. Co powoduje jeszcze większą presję na firmy, by obniżały ceny. Ponieważ firmy chcą sprzedawać swoją produkcję, tu i teraz, a nie za dwa czy trzy miesiące. I w takiej sytuacji rodzi się tzw. spirala deflacyjna. Oczekiwania na spadek cen powodują, że te ceny faktycznie spadają i bardzo trudno ten proces odwrócić – podkreśla gość radiowej Jedynki.

U nas tego nie ma. Natomiast takie zjawisko wystąpiło w Japonii, gdzie od wielu lat utrzymuje się albo stabilny poziom cen, albo ceny niektórych towarów spadają, i to jest bardzo poważny problem tego kraju. Do tej pory nie udało się go rozwiązać. W Polsce na szczęście, jak i w Europie udało się tego uniknąć.

I jak dodaje Adam Czerniak, dlatego tak ważne jest dążenie do celu inflacyjnego Rady Polityki Pieniężnej, i który koniecznie trzeba będzie utrzymać przez np. kilka czy nawet 10 kwartałów. I takie deklaracje, o studzeniu oczekiwań konsumentów w zakresie spadku cen towarów są ważne, ponieważ zapobiegają wystąpieniu spirali deflacyjnej.

Deflacja i inflacja podzieliły świat

Klasycznym przypadkiem długotrwałej deflacji jest Japonia. I tam to jest dużym problemem.

– W innych krajach europejskich deflacja według danych z października pojawia się mniej więcej w połowie krajów. Najgłębsza ma miejsce na Cyprze, i wynosi 1,8 proc., ale dotyczy to także Rumunii, Bułgarii, Słowenii, Hiszpanii. Polska zajmuje 6 miejsce od końca, jeśli chodzi o tzw. głębokość deflacji. Podobnie jest na Słowacji, Litwie, w Grecji i Łotwie – wylicza dr Bohdan Wyżnikiewicz.

Natomiast z kolei inflację mamy np. na Malcie, na poziomie 1,6 proc.

– Dla gospodarki jest dobra inflacja na niskim poziomie. Żeby nie było zagrożenia skokowym wzrostem cen. Wysoka inflacja to duży problem, dlatego polityka pieniężna banków centralnych była nastawiona na utrzymywanie inflacji na niskim poziomie, 1-2 proc., co nie szkodzi gospodarce. A deflacja nie była nigdy problemem i nie ma do tego odpowiednich instrumentów. Ona raczej „sama mija” – uważa dr Wyżnikiewicz, gość PR 24.

Zacznie np. drożeć energia, i to pozwoli na powrót „zdrowej inflacji”, która wspomaga rozwój gospodarczy. Pozwala planować inwestycje, i gwarantuje inwestorom zwroty z inwestycji.

Sylwia Zadrożna, Justyna Golonko, Błażej Prośniewski, Małgorzata Byrska

 

Data aktualizacji: 
piątek, 2015-12-18
Źródło: 
http://www.polskieradio.pl/42/4393/Artykul/1558637,Dwa-oblicza-deflacji-moze-i-przyspieszac-i-ograniczac-rozwoj-gospodarki
Kategorie: 
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon
Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon